Do domu wróciłem od wieczór, Last Noir umazał się cały w błocie. Weszliśmy powoli do domu.
- Tatooo! - krzyknąłem.
Wtem, Last wyczuł zapach kurczaka i zaczął pędzić w stronę kuchni, wyrywając mi z ręki smycz.
- Nie! - zawołałem i rzuciłem się za nim w pogoń.
Do kuchni, był kawałek drogi, miałem nadzieję że go dogonię. Wparował do jadalni i wskoczył na stół. Zrobiłem duże oczy.
- Last, złaź! - wziąłem od dziewczyny końcówkę smyczy, którą mi podała. - Dzięki.
Przyciągnąłem psa do siebie, trzymał w pysku dużą część kurczaka, gdy był na rogu stołu, przede mną wskoczył mi w ramiona, o mało co się nie wywaliłem, kolana się pode mną ugięły, ten pies ważył masę!
Ojciec był dziwnie spokojny.
- On nie chciał... - westchnąłem i ruszyłem z psem po schodach do góry, za nami ruszyły pozostałe.
?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz