Wzięliśmy prywatny samolot, szef tego całego sztabu mnie znał i dał samolot ojca. Poprosiłem go jednak, aby za nic nie mówił ojcu, gdzie polecieliśmy i że w ogóle nas widział. Zgodził się. Przeszliśmy odprawę i wsiedliśmy do samolotu, nasze zwierzaki mogły swobodnie poruszać się po samolocie, był robiony "na zamówienie" i ojciec myślał o naszych psach. Samochód właśnie ładowali do tyłu, roboty też.
Rose?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz