wtorek, 5 lipca 2016

Od Rose do Axela

Dziś rano ojciec miał jechać do prezydenta podpisywać z nim papiery w jakiejś sprawie. Chciałam z im pojechać, ale pod warunkiem, że pojedziemy z Colinem, Margo i Ernim. Ojciec zgodził się tylko na Erniego, z racji, że był jeszcze mały. Uważał, że z psami byłoby za dużo kłopotów, szczególnie dlatego, że prezydent ma kilka psów. Trochę...hm...bardzo się z nim o to pokłóciłam, w końcu jednak wyszło na moje i cała trójka jechała z nami.
***
Jechaliśmy jego służbowym autem. Siedziałam z tyłu, przy Margo i Colinie. Erni spał jakby zawieszony na moim ramieniu. Nagle przy naszym aucie znaleźli się dwaj motorzyści na swoich maszynach. Jeden z nich pomachał do mojego ojca i jego dwóch współpracowników. Na szczęście przez przyciemniane szyby mnie nie zauważył. Ojciec odmachał mu. Po chwili zahamowaliśmy gwałtownie. Ojciec wysiadł z auta ze swoim kolegą, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Rozejrzałam się, za nami stał jeden z motorzystów i zdejmował kask. Ojciec podbiegł do niego, wyglądał na przerażonego, jednak po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wysiadłam, a za mną psy. Erni obudził się i lekko wbijając pazurki w moją bluzę przyglądał się sytuacji.
- Chłopcze na pewno nic Ci nie jest? -spytał Kasper.
- Na pewno, zagapiłem się i tyle.
- Całe szczęście, że żyjesz. ale to wyglądało świetnie. -przyznał mój ojciec z zachwytem- Och, Rose widziałaś to? Przyznasz, że to było niebezpieczne, a jednak fascynujące?
- No właśnie nic nie widziałam.
- Żałuj. -pokręcił głową przyglądając się maszynie.
Mój wzrok powędrował na motorzystę. Przyjrzałam mu się uważniej...dopiero po chwili dotarło do mnie, że to syn prezydenta.

Axel?

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

Szablon
©Sleepwalker
WS