***
Jechaliśmy jego służbowym autem. Siedziałam z tyłu, przy Margo i Colinie. Erni spał jakby zawieszony na moim ramieniu. Nagle przy naszym aucie znaleźli się dwaj motorzyści na swoich maszynach. Jeden z nich pomachał do mojego ojca i jego dwóch współpracowników. Na szczęście przez przyciemniane szyby mnie nie zauważył. Ojciec odmachał mu. Po chwili zahamowaliśmy gwałtownie. Ojciec wysiadł z auta ze swoim kolegą, a ja nie wiedziałam o co chodzi. Rozejrzałam się, za nami stał jeden z motorzystów i zdejmował kask. Ojciec podbiegł do niego, wyglądał na przerażonego, jednak po chwili na jego twarzy pojawił się uśmiech. Wysiadłam, a za mną psy. Erni obudził się i lekko wbijając pazurki w moją bluzę przyglądał się sytuacji.- Chłopcze na pewno nic Ci nie jest? -spytał Kasper.
- Na pewno, zagapiłem się i tyle.
- Całe szczęście, że żyjesz. ale to wyglądało świetnie. -przyznał mój ojciec z zachwytem- Och, Rose widziałaś to? Przyznasz, że to było niebezpieczne, a jednak fascynujące?
- No właśnie nic nie widziałam.
- Żałuj. -pokręcił głową przyglądając się maszynie.
Mój wzrok powędrował na motorzystę. Przyjrzałam mu się uważniej...dopiero po chwili dotarło do mnie, że to syn prezydenta.
Axel?
Brak komentarzy
Prześlij komentarz